czwartek, 6 czerwca 2019

BARTŁOMIEJ FITAS: "CZASAMI PRZERAŻAJĄ MNIE POMYSŁY JAKIE PRZYCHODZĄ MI DO GŁOWY".





BARTŁOMIEJ FITAS - autor grozy pochodzący ze Stalowej Woli, obecnie mieszkający 
w Krakowie. Wychowany na prozie nazwisk takich jak King, Lovecraft, czy Masterton. Jego przygoda z pisaniem literackiego horroru rozpoczęła się od tworzenia opowiadań, które zazwyczaj lądowały w szufladzie. "Potępiona" jest jego pierwszą pełnometrażową powieścią. Poza literaturą, pasjonat gry na gitarze, gitarze basowej i skrzypcach. Autor lubi zwierzęta, a w szczególności szczury i pająki - tych drugich ma coraz więcej licząc na to, że nikt nie będzie chciał go odwiedzać.

Nie da się ukryć, że "Potępiona" to horror, którego jednym z głównych bohaterów jest zakonnica. Motyw bardzo modny w ostatnich latach. Twórcy filmowej grozy niemal prześcigają się z nowymi pomysłami na demoniczne zakonnice. Dlaczego i Ty się na to pokusiłeś? 

Tak, w ostatnich miesiącach horrory z zakonnicami wychodzą jak grzyby po deszczu. Muszę przyznać, że to wszystko zgrało się w czasie. Wkrótce po tym jak zacząłem pisać "Potępioną", zobaczyłem plakat znanej wszystkim "Zakonnicy". Poczułem wtedy pewien zawód, ale nie zrezygnowałem z dalszego pisania. W końcu to, że ktoś wykorzystał jakiś motyw, nie oznacza, że jest on już niedostępny. 


Dlaczego ten temat... Postać upiornej zakonnicy ma w sobie coś, co mnie zawsze fascynowało.
W naszym społeczeństwie siostry zakonne postrzegane są jako miłe i dobre osoby - nie mówię, że tak nie jest - ale chciałem pójść pod prąd i przedstawić postać Ezechieli jako całkowite przeciwieństwo ogólnie przyjętego obrazu sióstr zakonnych. Dało mi to szerokie pole do popisu
i muszę przyznać, że rozdziały odpowiadające o anormalnych zachowaniach siostry Ezechieli pisałem na jednym wdechu. 

Zgadzam się z tym, że Ezechiela to specyficzna bohaterka. Czy w Twoim życiu, jest lub był nawet przez moment, ktoś będący jej pierwowzorem? Ktoś, kto nawet miał pojedyncze cechy książkowej zakonnicy?

Tak! Swego czasu służyłem, jako lektor w kościele. Wiem, że wiele osób może to zdziwić, ale Ezechiela po części jest autentyczną postacią. W parafii, do której chodziłem, była siostra o takim imieniu. Co prawda nie traktowała nas jak książkowa zakonnica wychowanków domu dziecka, lecz niemiłosiernie się darła i nie znosiła sprzeciwu. Imię Ezechiela nie jest dziełem przypadku. Lata po tym, jak ostatni raz służyłem do mszy, pisząc "Potępioną", przypomniałem sobie o tej siostrze
i imię to idealnie dopasowało się do rozrzuconych puzzli, jakimi jest dla mnie początkowy proces pisania. 

Czułam, że stoi za tym coś większego. :) Właśnie - proces pisania. Dlaczego postawiłeś na grozę i jak to się w ogóle stało, że postanowiłeś spróbować swoich sił jeśli chodzi
o książki? Jesteś związany z tą dziedziną zawodowo, a może to po prostu tylko Twoja pasja, którą rozwijasz?

To dla mnie temat na wiele godzin, ale postaram się nie przynudzać. Moja przygoda z pisaniem zaczęła się gdzieś w wieku 12 lat, kiedy przeżywałem fascynację literaturą fantasy. Marzyłem
o kreowaniu światów rodem z Tolkiena, albo Jordana. Efekt tego był dość mizerny, ale sprawiało mi to mnóstwo frajdy. Po kilku latach fantasy stało się dla mnie nudne. Zacząłem czytać Stephena Kinga, Grahama Mastertona i trochę Koontza. Zrobiłem wtedy pierwsze podejście do horroru. Wyszło to nader kiepsko; opisując wcześniej całkowicie wymyślone światy, nie potrafiłem pisać
w świecie rzeczywistym, trzymając się tego, co zbudował człowiek. Dałem sobie spokój z grozą
i pisaniem na kolejnych kilka lat. W liceum, pamiętam, że były wtedy wakacje, rzuciłem się na kryminał. Chodziłem do biblioteki co kilka dni i wynosiłem z nich stoiski kryminałów, które czytałem po nocach. Znów zacząłem pisać i szło całkiem nieźle, ale w pewnym momencie zapędziłem się w kozi róg i CSI się skończyło. :) Zaczął się okres całkowitej bierności w pisaniu, a czytałem wtedy bardzo niewiele. Zacząłem pracować, moje zainteresowania nieco się zmieniły i tak mijały miesiące literackiego uśpienia. W pewnym momencie zacząłem oglądać mnóstwo filmów
z gatunku sci-fi i post-apo. To popchnęło mnie do napisania własnej historii. Był rok 2015 i mogę powiedzieć, że wtedy napisałem pierwszą książkę. Całość ma prawie 500 stron, ale nigdy nie będę się starał o jej publikację. Czegoś tak nudnego jeszcze nie czytałem i nie chcę robić tego innym. Fabuła strasznie rozwleczona, sam się w tym wszystkim gubiłem, a do tego w powieści jest mnóstwo bezsensownych wydarzeń. Mimo wszystko cieszę się, że napisałem coś takiego. To był dobry trening i przy okazji zrozumiałem, że to nie mój gatunek. Po pierwszej książce zacząłem pisać opowiadania grozy i książkę stanowiącą połączenie post-apo z gorem. Szło całkiem dobrze, ale w pewnym momencie w moim życiu zaczęło się dość sporo dziać. Zmiana miasta, otoczenia, te czynniki zatrzymały mnie. Jakiś rok później wróciłem do pisania i tak powstała "Potępiona",
a zaraz po niej książka o roboczym tytule "Umarli nigdy nie wracają" oraz zbiór opowiadań w stylu weird fiction, który inspirowany jest twórczością Zdzisława Beksińskiego. Obecnie zacząłem pracę nad kolejną powieścią. Groza jest najbliższym mi gatunkiem, zarówno w literaturze, jak i filmie. 

To aż cud, że osobie tak niezdecydowanej co do własnej twórczości, w końcu udało się coś tworzyć i tworzy dalej. Szczere gratulacje! :) 
Wymieniłeś tylko zagranicznych twórców horrorów, a czy polską grozę również tak lubisz
i cenisz? Może zdradzisz, czy któregoś z autorów w szczególności uważasz za "konkurencję"?

Każdy proces twórczy, czy to pisanie, tworzenie muzyki, czy malowanie, wymaga czasami prób, które doprowadzą do wyrobienia pewnego stylu przy którym chcemy zostać. Co do pytania
o polskich twórców... Polska groza jest mi znana, ale żadnego z autorów nie uważam za konkurencję. Myślę, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku, z tą różnicą, że na przykład Stefan Darda, czy Artur Urbanowicz mają ten wózek szybszy i bardziej rozbudowany, niż ktoś taki jak ja - początkujący autor, który albo zaistnieje, albo nie. Uważam za karygodne postrzeganie innego autora za konkurencję, ponieważ polska groza tworzona jest przez wielu ludzi. Każdy
z autorów dorzuca do gatunku swoje trzy grosze sprawiając, że staje się on bogatszy. Wspomnienie zagranicznych twórców było dla mnie o tyle ważne, że to właśnie oni pokazali mi horror i jego uroki. Prawda jest taka, że człowiek najpierw poznaje światowe nazwiska, a dopiero później zaczyna mieć styczność że swoim podwórkiem literackim. 

Jasne, stąd cudzysłów. Chodziło mi o to, czy uważasz, że mają coś fajnego i dobrego do zaoferowania ludziom żądnym grozy. :)  Piszesz horrory, Twoim zadaniem jest, by ludzie się bali. A Ty czegoś się boisz? 

Każdy autor ma do zaoferowania coś ciekawego. Nie ma dwóch takich samych pisarzy; każdy
z nas pisze na swój sposób, zaspokajając tym samym potrzeby różnych grup czytelników. Jedni wolą hektolitry krwi i gnijące ciała, inni duchy, a jeszcze inni horrory, które rozgrywają się tylko w ludzkiej głowie. Literacka groza jest rozbudowana do tego stopnia, że każdy znajdzie coś dla siebie. :)

Muszę przyznać, że teraz zadałaś mi bardzo trudne pytanie. Nie mam lęku wysokości, klaustrofobii, czy arachnofobii - dowodem na to ostatnie jest fakt posiadania kilku ptaszników, których hodowla bardzo szybko stała się moją pasją. 

Myślę, że mój strach nie opiera się na miejscach, czy stworzeniach ogólnie postrzeganych jako obrzydliwe, lecz na człowieku. To my stworzyliśmy pojęcie strachu i to my na tym świecie się boimy. O ile u zwierząt strach jest częścią instynktu pozwalającego przetrwać, tak u człowieka strach mogą wywoływać bodźce zupełnie nam nie zagrażające. Mam tu na myśli chociażby seans filmów grozy, gdzie nie musimy się bać o swoje życie. To człowiek jest źródłem strachu, a niektóre jego poczynania wzbudzają we mnie przerażenie. Przykładów nie trzeba daleko szukać - słyszymy o nich na co dzień. 

Według mnie groza w literaturze jest zupełnie inna niż ta na ekranie kinowym. To jak bardzo przerazi nas książka jest ściśle zależne od wyobraźni, a kwestia ta wygląda inaczej w przypadku czytania czyjegoś tekstu, a jeszcze inaczej przy pisaniu własnego. "Potępiona" jest jak duży, dziki pies, wobec którego obcy człowiek może odczuwać sporą rezerwę lub nawet strach. Ja jednak sobie tego psa wychowałem, więc mój strach jest znikomy; dobrze się znamy. Mimo wszystko
w trakcie pisania pojawiło się kilka momentów, kiedy po wyjściu ze swego rodzaju pisarskiego amoku, spojrzałem ze zdziwieniem na to, co stworzyłem. Czasami przerażają mnie pomysły jakie przychodzą mi do głowy zwłaszcza, że najbardziej straszne sceny pisałem bez chwili zastanowienia. Rozdział mający 15 stron potrafiłem napisać w niecałe dwie godziny. To bardzo szybko, zwłaszcza, że miewam momenty, kiedy przez pół dnia napiszę tylko 3-4 strony. Reasumując, książka sama w sobie nie wzbudza we mnie strachu, lecz to, co siedzi w mojej głowie, gdy piszę już potrafi. Jeżeli zaś chodzi o to, czy w trakcie pisania stały się jakieś dziwne rzeczy, to na szczęście nie. Często wlatywały mi do domu ćmy, ale to dla mnie zawsze mili goście. :) 

Wróćmy jeszcze do filmowej "Zakonnicy". Uważasz, że zainteresowanie tym tytułem i moda, jaką utworzył, może Ci pomóc czy wręcz przeciwnie? A może już powoli widzisz jakieś tego skutki?

Cechą wspólną filmowej "Zakonnicy" i "Potępionej" jest jedynie szata graficzna w podobnym klimacie. Treść to dwa różne światy. Ludzie jednak patrzą najpierw na okładkę, a później dopiero na opis książki. Z pewnością szata graficzna przykuwa uwagę i dość sporo osób mówiło mi
o bezpośrednim skojarzeniu okładki mojego debiutu ze wspomnianym filmem. Nie natknąłem się jednak na hejt, czy posądzanie o plagiat i całe szczęście. Dookoła jest mnóstwo podobnych do siebie grafik, czy logotypów. Uważam, że Dawid ze Shred Perspectives Works wykonał kawał solidnej graficznej roboty. To, czy pewne podobieństwo mi pomaga, czy nie, jest ciężkie do określenia, ale myślę, że na pewno ma jakiś wpływ na sprzedaż. Zawsze znajdzie się ktoś, kto złapie książkę, ponieważ grafika wpadła mu w oko. Mam jednak nadzieję, że takie osoby po oglądnięciu okładki, otworzą pierwszą stronę i wciągą się w lekturę. 

Okładka jest świetna - to prawda. Dopieszczona w każdym calu. Rewelacja. Ale jakie Ty masz plany na dalsze książki? Zdradzisz coś?

Cieszę się, że podoba Ci się okładka. Odnośnie dalszych książek to nie tyle mam plany, co gotową powieść. Obecnie czekam na decyzję czy i kiedy się ukaże. Na chwilę obecną nie chcę o niej mówić zbyt wiele, ale jest to dość mocny horror, lecz jest bardziej przemyślany i traktuje o bólu po stracie bliskich oraz o tym, że nie powinniśmy całkowicie ufać osobom, które znamy całe życie. Wszystko oczywiście ma otoczkę grozy i zaszczucia, którego źródłem jest niepojęty dla ludzkiego rozumu podmiot. Początkiem roku powstał również zbiór opowiadań weird fiction inspirowany twórczością Zdzisława Beksińskiego. Odnośnie tego zbioru, szykuję się do ponownego przeczytania całości, wprowadzenia poprawek i ataku na wydawnictwa. Obecnie piszę trzecią powieść, w której jest więcej kryminału niż grozy. Mogłoby się wydawać, że po "Potępionej" zostanę całkowicie przy horrorze, ale po co się ograniczać? Zresztą zobaczymy, co z tego wyjdzie. Pisząc, zakończenie poznaję dopiero na ostatniej stronie.

Myślę, że teraz jest też dobry moment, aby ogłosić, że wystąpię w tegorocznej edycji "Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019". Moje opowiadanie zatytułowane "Cela numer siedem" przeszło korektę i wraz z innymi autorami niedługo ruszymy z promocją antologii. 

Nie mogę się doczekać. Pozostaje mi tylko życzyć powodzenia, kariery, która rozwinie się
w zawrotnym tempie i... napisać: wydawaj to szybko! :) 
Dziękuję za rozmowę. 

Ja również dziękuję.


RECENZJĘ "POTĘPIONEJ" MOŻECIE PRZECZYTAĆ TUTAJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych.