niedziela, 28 października 2018

OPARTA NA MITOLOGII OPOWIEŚĆ, KTÓRA WCIĄGA DO INNEGO ŚWIATA





Kirke to córka boga Heliosa i mało szanowanej, raczej podrzędnej w hierarchii nimfy Perseidy. Odkąd tylko pamięta ma w życiu ciężko. Dlaczego? Przecież jako córka Heliosa powinna być traktowana na równi z innymi. Niestety, odkąd była małym dzieciakiem wytyka się jej inność. Nie jest wystarczająco ładna jak na boskie standardy, w żadnym wypadku nie interesują ją zabawy
i uciechy, które są nieodłączną częścią życia bogów oraz co gorsza - posiada ludzki głos, czyli coś, czego bogowie nie mogą znieść. Głos Kirke jest dla nich przeraźliwym skrzekiem rozrywającym bębenki. Kirke czuje się naprawdę odrzucona. Ciągłe szyderstwa i przykrości tylko pogłębiają jej samotność. Jednak pojawia się światełko w tunelu. Poznaje śmiertelnika, w którym szybko się zakochuje. Być może on może dać jej szczęście, którego pragnie od tylu lat? Niestety. Jej wybranek jest niestały w uczuciach i szybko interesuje się inną, ładniejszą od Kirke nimfą. Biedna dziewczyna z rozpaczy mści się na swojej konkurentce. Zemsta bardzo szybko zostaje odkryta,
a Kirke ukarana wiecznym wygnaniem na wyspę Ajaja... I choć myślałam, że z tym faktem zakończy się fantastyczna historia Kirke - bo przecież co można robić na wygnaniu, gdy ma się wyspę tylko i wyłącznie do własnej dyspozycji? A jednak, Kirke zaskoczy! 

"Kirke" to książka, którą pokochałam od pierwszych stron. Zawsze byłam fanką mitologii
w przeróżnym wydaniu. Wszystkie filmy, niektóre książki Ricka Riordana - były moje! Dlaczego więc miałabym odpuścić sobie Kirke? Pierwszą książkę, której autorka tak mocno zaczerpnęła motywy mitologiczne, że można pokusić się o stwierdzenie, że stworzyła jej własną, mniej sztywną i równie ciekawą (o ile nie ciekawszą!) wersję będącą kontynuacją losów nimfy. "Kirke" różni się od książek Ricka Riordana tym, że jest skierowana bardziej do starszych nastolatków i dorosłych. Książka bywa makabryczna, czego nie szczędzi też mitologia grecka, więc żadna to niespodzianka. Jest też jednak nutka erotyki, która nadaje powieści charakteru, która nadawała momentami Kirke łatkę delikatnie mówiąc kobiety lekkich obyczajów, ale czy z drugiej strony można się jej dziwić? Właściwie nic od życia nie dostała...

Los Kirke przeplata się z losami postaci, które znamy z "Mitologii". Niby to historie, które dobrze znamy, a jednak przedstawione w trochę innej wersji - coś dodane, coś ucięte, a wyszło rewelacyjnie. Ta książka po prostu wciągnęła mnie do świata starożytnych bogów, urzekła klimatem, rozkochała w bohaterach i sprawiła, że kolejnych książek autorki będę wyglądać
z niecierpliwością. Miała w sobie wszystko to, czego oczekiwałam: okrucieństwo, burzliwe romanse, ciekawe historie. Nie obraziłabym się nawet, gdyby powstało tysiąc książek o tysiącu nimf itd. oby tylko spod pióra Madeline Miller.  Bardzo dawno żadna książka nie zrobiła na mnie aż tak ogromnego wrażenia i nie była tak świetną dawką rozrywki z wachlarzem emocji do zaoferowania.

Warto też wspomnieć o okładce. Mimo że nie jestem posiadaczką tego pięknego egzemplarza
z obwolutą, a tego z miękką okładką - jestem równie zachwycona. Doskonała szata graficzna oddaje niesamowity klimat książki i jest idealną zachętą, by sięgnąć po "Kirke". Niektórzy twierdzą, że to przepisanie mitologii greckiej i może jest w tym odrobina prawdy, ale Madeline Miller zrobiła to we własnym, świetnym stylu. Moje czytelnicze serce zostało kupione. Dostałam ogromną dawkę przygód, rozterek, kłopotów, czyli porządny kawał dobrej lektury na dwa wieczory. Książkę chciałam pochłonąć jak najszybciej. Rozłąka z nią była tragiczna - cały czas myślałam o tym, co jeszcze spotka biedną Kirke...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych.