poniedziałek, 18 marca 2019

PARODIA ZBRODNI I KARY? - "ZBRODNIA I KARAŚ" ALEKSANDRY RUMIN




Bo z Karasia to niezła kanalia była. Ale dlaczego była? A no dlatego, że nie żyje. Zacznijmy jednak od początku...

Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, czyli tzw. Uksford. Dwie sprzątaczki, Aniela
i Jadwiga, znajdują ciało Ernesta Karasia. Właściwie, to jedna z nich wykłada się przez niego jak długa! Denat, czyli profesor sławnego Uksfordu, był znienawidzony przez wszystkich - bez żadnego wyjątku. Chyba z każdym miał na pieńku. Jednak pole poszukiwań mordercy zostaje zawężone. W tym dniu w budynku znajdowało się tylko dziesięć osób. No i z wejścia mamy dziesięciu podejrzanych. Sprawa wcale nie jest taka łatwa, gdyż każdy z nich miał mocny motyw, by pozbyć się znienawidzonego profesora. Zerowa liczba świadków, a jednocześnie dużo większa liczba podejrzanych, jest idealna, by porzucić śledztwo. Bo kto by się tym przejmował? Ale do czasu... Po 12 latach Uniwersytet znów doczekał się trupa. Ta sama metoda, to samo miejsce...

"Zbrodnia i karaś" to komedia kryminalna, która udowadnia, że przy trupach to jednak można boki zrywać! Wydaje mi się jednak, że zbrodnia jest tylko dodatkiem, sprawą drugorzędną. Autorka bardziej skupia się na potencjalnych zabójcach. Fabuła opowiedziana jest z perspektywy każdego z nich. Mało tego, podzielona jest również na czas obejmujący zabójstwo Ernesta Karasia, ale też na akcję, która rozgrywa się po 12 latach. Wróćmy jednak do potencjalnych morderców. To oni grają w tej książce pierwsze skrzypce - każdy z nich jest tak samo ważny. Autorka wskazuje jak potoczyło się ich życie - jednych lepiej, innych gorzej. Niektórzy mają coś za uszami, inni przeciwstawiają się całemu światu, a kolejnym po prostu coś w życiu nie wyszło. To doskonała okazja do ośmieszenia niektórych cech Polaków, wytknięcia im wad, skrytykowania ograniczonego sposobu myślenia. Sądzę, że jest to głównie obyczajówka z elementami komedii i kryminału. Ale wiecie co? Nie przeszkadza mi to! Bawiłam się przy niej świetnie. Na wykładzie połknęłam jej ponad połowę, a towarzyszyły temu dziwne uśmieszki, a nawet istne parsknięcia śmiechem! 

Mam jednak z nią jeden jedyny problem. Mianowicie, jak o niej opowiedzieć, by nie zdradzić żadnego smaczku. Powieść Aleksandry Rumin jest po prostu pozytywnie absurdalna - ot, cała zagadka sukcesu! Można posunąć się do stwierdzenia, że autorka jedzie po wszystkich - po kolei
i równo! Jak już wspomniałam - w książce wytyka wady i grzeszki, które są aktualnie na topie. Nie zabraknie tu miłosnych potyczek, polityki, kasy. Wszystko to, co nas Polaków podnieca, zmusza do refleksji i wywołuje kłótnie. Bomba, prawda?

Jeśli nie lubicie debiutów, ponieważ uważacie je za po prostu słabe... to spróbujcie ze "Zbrodnią
i karasiem", a Wasze podejście szybko się odmieni. To naprawdę porządnie skonstruowana historia, napisana z odpowiednią dawką humoru, raczej nie przejaskrawiona, a po prostu skutecznie obnażająca i wyśmiewająca wady. Nie mogę doczekać się kolejnych książek Aleksandry Rumin. Bardzo jej kibicuję. Jestem pewna, że zawładnie wydawniczym rynkiem kryminałów w komediowym wydaniu. 

1 komentarz:

  1. Jakoś odtrąca mnie tytuł tej książki, więc prawdopodobnie się nie skuszę.
    Pozdrawiam. ;**

    P.

    www.zycie-wsrod-ksiazekk.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Pisząc komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych.