środa, 16 maja 2018

NASTĘPCA JACKA KETCHUMA?




Maciej marzył o tym, by być poczytnym pisarzem i zarabiać kokosy. Liczył na świetne wakacje, porządny dom i szczęście rodzinne. Chciał sławy, a co dostał? Maila ze zdjęciami jego nagiej żony Klary. Mężczyzna dowiaduje się o tym, że gra ona główne role w filmach porno. Zaburzony świat małżonków zostaje niemal całkowicie zrujnowany w tej jednej chwili. Początkowo niedowierzanie, później złość, a na samym końcu wątpliwości dotyczące tego, czy dwumiesięczna Sara na pewno jest jego córką. Mimo to rodzina wyjeżdża na Boże Narodzenie do domku w lesie, który jest własnością ojca kobiety. Czy tam uda im się naprawić relacje? A może niekoniecznie...?

Początkowo "Mainstream" uważałam za gniot. Książka była nudna, żmudna i ciągnęła się
w nieskończoność. Żałowałam, że w ogóle po nią sięgnęłam i chciałam rzucić ją w kąt. Poważnie. Ale to, co stało się później, wynagrodziło te flaki z olejem. Miroslav Pech, inaczej niż w swojej powieści "Uczniowie Cobaina", skupia się na psychice bohaterów. Ujawnia ich emocje, najgłębsze myśli i skrywany strach, którego nie mogą w żaden sposób się wyzbyć. Groza nie przybiera tu postaci duchów, strzyg i innych upiorów, ale podobnie jak u Jacka Ketchuma jest grozą najgorszą z najgorszych - ludzką. To droga od miłości do nienawiści. Tak wielkiej, że jej skutki mogą być katastrofalne.  "Mainstream" to również studium upadku ludzkiej psychiki, wędrówka przez różne stadia szaleństwa i najstraszniejsze oblicze brutalności. 

Książka mnie zaskoczyła, przeraziła, obrzydziła i... momentami nawet zawstydziła. Nie wiadomo, co jest tu fałszem, a co prawdą, co fikcją, a co rzeczywistością, co wymysłem,  a co pewnikiem.
I to jest w tej książce najlepsze. "Mainstream" jest  dla mnie horrorem-groteską. Niby przerażający
i nieludzki, a jednocześnie momentami wręcz emanujący elementami czarnego humoru. Nie spodziewałam się po tym autorze horroru - naprawdę. Prędzej nastawiłabym się na powieść dla nastolatków, obyczajówkę, a nawet romans. Myślałam, że nie będzie w stanie stworzyć czegoś tak piekielnie dobrego, a tu proszę. Horror, którego nie powstydziłby się Jack Ketchum. Miroslav Pech również zajrzał do najczarniejszych zakamarków ludzkiego umysłu i napisał powieść, która pozostawia czytelnika z uczuciem niepokoju długo po przewróceniu ostatniej strony. Ten niepokój podsyca również fakt, że pisarz zdecydował się na otwarte zakończenie, które każdy, wedle własnego pomysłu, może sobie dopowiedzieć.

"Mainstream" polecam głównie miłośnikom gore horrorów, nietypowych książek poruszających problem szaleństwa oraz - jak już wspomniałam - fanom Jacka Ketchuma. To groza na naprawdę światowym poziomie. Polecam gorąco. 


Za możliwość obrzydliwej lektury dziękuję Wydawnictwu Stara Szkoła :)

1 komentarz:

  1. No i sam tytuł postu mnie kupił :) Nigdy nie pociągały mnie horrory w których flaki rozmazywały się po ścianach - zawsze bardziej przerażała mnie pokrętność ludzkiej psychiki więc zapisuję tytuł i książka na bank trafi w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń