czwartek, 4 stycznia 2018

PRAWIE ŻADNEJ FABUŁY? O CO CHODZI?

Kliknij w zdjęcie, by zobaczyć je w całej okazałości. :)



Edowi Hardesty'emu wydawało się, że chwycił Pana Boga za nogi. Nic bardziej mylnego. Jego gigantyczna farma pszenicy sprowadza go na skraj bankructwa. Niezmierzony obszar pszenicy, który miał uczynić go bogaczem i zapewnić godny byt, dotknęła tajemnicza zaraza. Podobne problemy dotykają całe Stany Zjednoczone. Wszystko, co nadaje się do zjedzenia, zostaje zaatakowane przez zarazę. Nie liczy się już, czy ktoś jest biedny czy bogaty, ładny czy brzydki, młody czy stary - wszyscy ucierpią. Widmo głodu dotknie każdego, kto stanie mu na drodze. Nadchodzi niewyobrażalny głód, ogromny ból i rozpocznie się walka. To starcie między widmem głodu a człowiekiem jest nieuniknione. Jednak w takiej sytuacji człowiek jest człowiekowi wilkiem, a nie sprzymierzeńcem. Komu uda się zachować człowieczeństwo? Kto będzie w stanie zabić dla własnej korzyści? Czy na światło dzienne wyjdą najbardziej ukrywane przez ludzi żądze? Czy instynkt zwierzęcy weźmie nad ludźmi górę? 

Postapokaliptyczna wizja świata, więc coś, co uwielbiam. Ba! Wręcz kocham całym sercem. Niemal za każdym razem są to wizje przerażające, a jednocześnie fascynujące i często zmuszające do refleksji nad człowieczeństwem i ludzką psychiką. Wszystko to przesiąknięte ponurym klimatem, niebezpieczeństwem i przygodami, których raczej nie chcielibyśmy przeżyć. Które z nas chciałoby wyjść spod ciepłego koca i walczyć o życie? No właśnie. 

Sięgając po książkę "Głód" Grahama Mastertona nastawiłam się na świetną lekturę. W końcu książka wychodząca spod pióra mistrza grozy nie może być zła. I choć zła nie była - dobra również nie. Oceniłabym ją na przeciętniaka z dużym minusem. Brak fabuły zastąpiony jest tu ogromem przemocy, sadyzmu, duszącego klimatu i seksu. Bardzo brutalnego i momentami wręcz niesmacznego, szczegółowość aktów seksualnych z wymuszoną przesadą, którą dało się wyczuć. 

Pomyśleć można: "a czego się spodziewałaś po postapo?". Już tłumaczę, świetnej fabuły, nietuzinkowego klimatu, czegoś, co sprawi, że książkę będzie czytać się z wypiekami na twarzy, lekkości pióra. Niestety, z wyżej wymienionych udało się utrzymać momentami tylko i wyłącznie klimat. Nie nietuzinkowy, a charakterystyczny dla takich powieści. 

Podsumowując, bez fajerwerków, ale dość znośnie. Muszę przyznać, że jest mi z tego powodu trochę przykro, gdyż liczyłam, że książka zajmie godne miejsce w moim rankingu ulubionych książek o tematyce postapokaliptycznej. Myślę, że tę dobrze zapowiadającą się wizję można było nieco bardziej dopracować i dodać do powieści choć trochę smaczków. Według mnie Graham Masterton nieco za mało skupił się na przeżyciach bohaterów i krajobrazie niemal opustoszałego w rośliny świata, a za bardzo starał się nadać powieści pazura poprzez wprowadzenie tylu brutalnych scen. Książki ani nie odradzam, ani nie polecam. Może ktoś od tego rodzaju powieści oczekuje właśnie tego, co zaprezentował swoim czytelnikom Graham Masterton? Mam nadzieję, że lektura tej powieści będzie dla innych dużo przyjemniejszym przeżyciem. Ja do twórczości autora się nie zrażam i będę kontynuować nadrabianie jego powieści.

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Replika.


7 komentarzy:

  1. Dostałam tę pozycję na święta i - kurczę - po opisie sądziłam, że będzie to naprawdę dobra historia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro bez fajerwerków, to z pewnością odpuszczę sobie tę pozycje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię takich książek, nie lubię też Mastertona. Niestety przeraził mnie ilością krwi w jednej z książek. Nie odważyłabym się sięgnąć po kolejna pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem w trakcie czytania "Zwierciadła piekieł" tego autora i jeśli "Głód" jest napisany w podobnym stylu, to chętnie po niego sięgnę! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Masterton już tak nie zachwyca. Chyba z niego wyrosłam :D Ale zdjęcie jak zawsze- petarda :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie jest to książka, jaką bym miała ochotę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie, odmówię. Nie chce niszczyć sobie dobrej opinii o Mastertonie.

    OdpowiedzUsuń