poniedziałek, 6 listopada 2017

ADAM MAGDOŃ: "WYDANIE KSIĄŻKI ŁATWE ZDECYDOWANIE NIE BYŁO".





Czy nie bał się Pan osadzenia fabuły książki postapokaliptycznej w Polsce? Skąd pochodzi ten pomysł? Czy inspirował się Pan trylogią "Metro"? 


1) Nie, nie bałem się osadzenia akcji powieści postapokaliptycznej w Polsce. Niby dlaczego miałbym się bać? Wojna, katastrofy naturalne i tym podobne, zagrażające ludzkości kataklizmy zdarzyć się mogą w każdym miejscu na świecie, jak również objąć cały glob, a nasz kraj, niestety, nie ma tu immunitetu. Poza tym, sama apokalipsa, czyli w wypadku fabuły książki, III wojna światowa, w wyniku której większość państw na Ziemi ulega zniszczeniu, a gospodarka innych upada, po czym odradza się w sposób korzystny wyłącznie dla garstki kapitalistów, miała być tłem dla opisu represyjnego państwa, ograniczonego w zasadzie tylko do aparatu represji i nadzoru, czyli de facto policji wyposażonej w mordercze kompetencje. Państwa, w którym prawa człowieka - chroniące nasze życie i zdrowie przed samowolą polityków oraz kapitalistów - praktycznie nie istnieję. Moim zdaniem, powstanie tego typu systemów jest jak najbardziej realne nawet bez wojny. Przecież coraz częściej słyszymy z ust naszych "kochanych" przywódców, że prawa obywatelskie trzeba ograniczyć, oczywiście w imię zwiększenia "bezpieczeństwa".
2) Pomysłu na powieść dostarczyła mi polska polityka, a konkretnie były minister finansów, pan Jacek Rostowski, który planując budżet na rok, jeśli dobrze pamiętam, 2012, wpisał do niego określone kwoty mandatów drogowych, w tym tych z fotoradarów. Oczywiście, środki, jakie z tego tytułu zyskał budżet, okazały się znacznie mniejsze, a pan Rostowski nie był ani pierwszym, ani ostatnim ministrem finansów, których chciał podreperować państwową kiesę mandatami. Zastanawiałem się wszakże, do czego doprowadzi zakładanie z góry, że obywatele będą łamali prawo, a państwo ich ukarze. Myślałem o tym, jak wyglądałoby to w chorym, represyjnym państwie, gdzie nie ma już praw człowieka i obywatela, i wyszła mi automatyczna kara śmierci. Dopisanie wykonującego ją oddziału policji było już czymś naturalnym.
3) Nie, nie inspirowałem się trylogią "Metro", której do tej pory nie zdarzyło mi się przeczytać. Tyle jest ciekawych książek dookoła, że zawsze trzeba dokonywać jakże trudnego wyboru :-)


Od zawsze wiązał Pan swoją przyszłość z pisaniem, czy może to tylko dodatek? Posiada już Pan pomysły na kolejne powieści? Jeśli tak, czy będą one równie obszerną lekturą?


1) Odkąd pamiętam, miałem bujną wyobraźnię, a kiedy na poważnie zainteresowałem się beletrystyką, stwierdziłem, że sam chciałbym pisać powieści. Uważam, że bycie pisarzem to fajny pomysł na siebie, na samorealizację. Czy będzie to mój jedyny lub główny zawód, czy też hobby, czas pokaże.
2) Pomysły na kolejne powieści oczywiście mam, ale jeszcze trochę za wcześnie, żeby mówić
o nich szczegółowo. Jakoś tak się w moim życiu układa, że kiedy za dużo opowiadam o tym, co zamierzam zrobić i jakie mam plany, później mi to nie wychodzi :-) Czy będą to powieści tak obszerne jak "RzeczpostApokaliptyczna Polska", będzie to zależało od ich fabuły i akcji. Zresztą, kiedy zabierałem się za "RzeczpostApokaliptyczną...", a raczej za jej pierwszą, surową wersję, wcale nie planowałem pisać aż tak obszernego tomiszcza. Miała to być dość prosta powiastka
o państwie policyjnym, ale szybko uświadomiłem sobie, że o takim państwie nie da się wiarygodnie pisać bez poruszenia szerszego kontekstu społecznego, politycznego i ekonomicznego. No i tak powieść się rozrosła do ostatecznych rozmiarów.

Jeden z pisarzy powiedział mi, że autor zawsze ukrywa w swojej książce cząstkę siebie. Przemyca wydarzenia, smaczki z życia lub kreuje postacie na podstawie własnej osoby. Czy taki zabieg pojawił się również w „Rzeczpostapokaliptycznej Polsce”? 

Cóż, raczej nie da się napisać powieści w oderwaniu od siebie samego. Wprawdzie fabuła "RzeczpostApokaliptycznej Polski" - której akcja dzieje w XXII wieku, a bohaterami są ludzie
z grup zawodowych, z jakimi nie mam zbyt wiele wspólnego - wykluczyła wątki autobiograficzne, niemniej jednak część bohaterów powieści ma coś ze mnie. Przykładowo, w usta posła Jastrzębskiego i księdza Tomaszewskiego włożyłem poglądy, przekonania i postawy moralne, jakie sam uważam za słuszne, oczywiście dostosowując je do powieściowych realiów. Choć są
i tacy, których kreowałem w całkowitej opozycji do mojej osoby.

Pozostając w temacie „RzeczpostApokaliptycznej Polski” bardzo ciekawi mnie jak długo zajęło  napisanie tej powieści? Czy posiada Pan plan dnia, który uwzględnia pisanie w wyznaczonych godzinach, dniach tygodnia i niezależnie od weny trzyma się go Pan, czy wręcz przeciwnie? A miejsce pracy? W wyobraźni obraz pisarza wygląda najczęściej tak samo – stos papierów na biurku i ledwo wyłaniający się zza niego człowieczek.

"RzeczpostApokaliptyczną Polskę" pisałem około półtora roku z przerwami. Byłem wówczas na studiach i część czasu musiałem przeznaczyć na zajęcia i pisanie magisterki, nad powieścią pracowałem w wolnych chwilach. Obecnie jak najbardziej posiadam plan dnia, którego staram się trzymać. Lubię pracować o mniej więcej regularnych porach, tak jest mi po prostu wygodnie,
a kiedy już zupełnie nie mam weny, to staram się ją pozyskać, czytając książki albo oglądając filmy. Co do miejsca pracy, to jest nim biurko w moim domu. Piszę na komputerze, więc nie jest ono zawalone stosami papierów. Drzew byłoby szkoda :-)

Jeszcze jedno, dość osobiste pytanie, ale z pewnością zainteresuje przyszłych autorów. Czy naprawdę aż tak ciężko jest wydać książkę? Zdradzi Pan, czy była to droga przez mękę, a może jednak wszystko szło jak z płatka?



Wydanie książki łatwe zdecydowanie nie było. Większość wydawców po prostu ignorowała moją propozycję. Na szczęście, w zasadzie przypadkiem, przeszukując internet, znalazłem stronę Wydawnictwa AlterNatywnego. Po zapoznaniu się z jego ofertą, stwierdziłem, że warto będzie spróbować tam właśnie wysłać powieść. Intuicja dobrze mi podpowiedziała, pozytywną odpowiedź otrzymałem bardzo szybko i jestem naprawdę zadowolony ze współpracy. Oby tak dalej! Ale generalnie każdy pisarz będący u progu kariery musi się uzbroić w cierpliwość i wytrwale szukać wydawcy... No, chyba że jest wyjątkowym szczęściarzem i już za pierwszym podejściem trafi na tego właściwego :-)


Za wspaniałą, wartościową rozmowę dziękuję Adamowi Magdoniowi.

11 komentarzy:

  1. Nie słyszałam wcześniej o autorze, bo ten typ literatury to nie do końca moja bajka, ale bardzo ciekawy wywiad :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy wywiad z ciekawym człowiekiem. Książkę mam już za sobą i muszę przyznać, że bardzo mnie zaciekawiła. Ale jej objętość była męcząca dla dłoni ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytam wielu polskich autorów i wiem, że książka tego autor raczej nie przypadłaby mi do gustu, jednak bardzo ciekawy wywiad!

    OdpowiedzUsuń
  4. Klikając w ten link w ogóle nie kojarzyłam autora, a to dziwne, bo mam w planach (co prawda nie najbliższych, ale jednak) przeczytanie jego książki, więc mam nadzieję, że po lekturze to nazwisko na stałe wyryje się w mojej pamięci :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię wywiady i spotkania z autorami. Fajnie wiedzieć, jakie mają spostrzeżenia, plany i doświadczenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam autora, ale chętnie przeczytałabym jego powieść :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam autora ale dobrze, że jego odpowiedzi są rozbudowane, a nie pisane od niechcenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z tymi wydawnictwami to każdy pisarz ma podobny problem, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie kojarzę autora, ale bardzo ciekawy wywiad :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Podobnie jak autor, z którym przeprowadziłaś wywiad, nie czytałam "Metra" ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Po raz kolejny świetny wywiad i po raz kolejny nie znam autora :(
    Pozdrawiam :P

    OdpowiedzUsuń