środa, 12 kwietnia 2017

"CZEMUŚ ULEPIŁ POTWORA TAK WSTRĘTNEGO, ŻEŚ SAM ODWRÓCIŁ SIĘ ODEŃ Z ODRAZĄ?"




Angielski żeglarz Robert Walton utknął wśród arktycznych lodów. Pewnego dnia do jego statku dociera rozbitek, będący na skraju wyczerpania, Wiktor Frankenstein. Gdy odzyskuje siły rozpoczyna niesamowitą, a zarazem niezwykle przerażającą opowieść -  opowieść o demonicznym dziele jego życia. Wiktor w swoim laboratorium ulepił Stwora i tchnął w niego życie. Nie przewidział, że istota obróci się przeciwko niemu...


"Pamiętaj, nie opisuję tu wcale majaczeń wariata. Wszystko, co mówię, jest taka samą prawdą jak to, że słońce świeci na nieboskłonie. Być może odkrycie moje nastąpiło cudem, lecz każdy etap mych badań wiódł do niego w sposób wyraźny i niezbity. Po wielu dniach i nocach niewiarygodnego znoju udało mi się odkryć przyczynę powstawania życia.. Ach, nie tylko! Sam stałem się władny tchnąć życie w martwą materię."


Po przeczytaniu książki postanowiłam zrobić mały eksperyment, który miał sprawdzić znajomość "Frankensteina" wśród bliskich mi osób. Okazuje się, że ilu pytanych tyle różnych wersji. Jedne były bardziej, inne mniej zgodne z treścią książki Mary Shelley.  Ta powieść z epoki romantyzmu doczekała się tylu przeróbek i adaptacji filmowych, że ciężko jest je zliczyć. To zapewne stąd tyle różnych wariantów odpowiedzi. Dopóki nie sięgnęłam po książkę Mary Shelley sama miałam dosyć pogmatwane pojęcie o pierwowzorze "Frankensteina". 

"Oto pragniesz mnie zgładzić. Jak śmiesz tak igrać z życiem? Spełń swój obowiązek wobec mnie, a ja spełnię mój względem ciebie i reszty ludzkości."

Muszę przyznać, że książka z hollywoodzkimi produkcjami nie ma zbyt wiele wspólnego. Nie jest to powieść pełna akcji, przerażających, często obrzydliwych obrazów. Według mnie jest to bardzo dobra, a jednocześnie dość prosta książka, która nie tyle skupia się na grozie, a raczej na odpowiedzi na trudne pytania i zmuszeniu czytelnika do refleksji nad otaczającym nas światem. Mary Shelley w swojej powieści zamknęła rozważania o istocie życia, fascynację i przerażenie potęgą nauki, senne i nie tylko senne koszmary, ale przede wszystkim uwidoczniła konsekwencje "zabawy w Boga". Tematyka książki obraca się głównie wokół dylematu moralnego, do czego może posunąć się człowiek, czy może równać się ze Stwórcą - a jeśli tak - o prawie do decydowania nad losem stworzonej przez siebie istoty. Jednak "Frankenstein" moim zdaniem jest głównie powieścią o samotności i odrzuceniu. Autorka doskonale pokazuje, że ludzie często nie potrafią patrzeć sercem. Stwór, dzieło Wiktora Frankensteina, nie był zły od urodzenia. To otaczający go świat uczynił go bezlitosnym potworem. Niechęć do tego co obce i odrzucenie tego, co inne niż wszystko to temat niestety aktualny zarówno w XVIII jak i XXI wieku. Tematyka czyni powieść ponadczasową i wielowymiarową. To klasyk literatury. Może po tylu latach już tak nie straszy i nie szokuje, ale nadal jest bardzo wartościową pozycją godną przeczytania.

"Przeklęty Stwórco! Czemuś ulepił potwora tak wstrętnego, żeś sam odwrócił się odeń z odrazą? Bóg w swym miłosierdziu uczynił człowieka pięknym i ponętnym, na własny obraz i podobieństwo, moja zaś postać jest plugawą odmianą twej własnej, tym straszliwszą, że tak bardzo do niej podobną. Szatan miał przynajmniej za towarzyszy innych diabłów, iżby wspierali go i podziwiali, a ja? Jestem odludkiem i przedmiotem wzgardy!

Wydawnictwo Vesper wydaje klasyki w wielkim stylu. Mimo że są to książki już przez wszystkich znane - zapewniają im wielkie wejście! Tak jest i z "Frankensteinem" Mary Shelley. To wydanie jest wyjątkowe, ponieważ po raz pierwszy ukazuje się po polsku w wersji pierwotnej. W tym wydaniu "Frankensteinowi" towarzyszy również "Pogrzeb" George'a Gordona Byrona, "Wampir" Johna W. Polidoriego oraz opowiastki niesamowite Percy'ego Shelleya - wszystkie w nowym, wiernym przekładzie. Nie mogę też nie wspomnieć o przepięknym wydaniu w twardej oprawie i wzbogaceniu treści jednymi z najpiękniejszych ilustracji, jakich doczekał się "Frankenstein": ekspresjonistyczne drzeworyty amerykańskiego artysty Lynda Warda. Coś pięknego, a zarazem budzącego grozę!

"Frankensteina" w swojej biblioteczce muszą mieć fani grozy, science fiction i klasyków literatury. To przepełniona bólem i smutkiem, a zarazem fascynująca opowieść. Polecam!


Za możliwość wspaniałej lektury dziękuję


6 komentarzy:

  1. Raczej nie przeczytam tej książki.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja ciągle o nim zapominam, ale na bank kiedyś tam w przyszłości przeczytam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto! :) To powieść, która pozostaje w głowie na dłużej. ;)

      Usuń
  3. MUSZĘ wreszcie się za nią zabrać, bo aż wstyd nie znać takiej klasyki!
    Pozdrawiam :)
    Zapraszam na mój kanał na YT

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm, może i ja powinnam dać mu szansę. ;)

    OdpowiedzUsuń