piątek, 29 lipca 2016

NIE WYDOSTANIESZ SIĘ STĄD...






Akcja rozgrywa się w podwarszawskim miasteczku Boguty. Pewnego dnia okazuje się, że z miasta nie można wyjechać. Nie ma żadnej drogi ucieczki. Każda próba opuszczenia miasta kończy się powrotem tą samą drogą. Jak to możliwe? Jakby tego było mało - żadne informacja nie wychodzą z Boguty, ani tam nie trafiają. Miasto jest całkowicie odcięte od świata zewnętrznego.  Zaczynają dziać się coraz gorsze rzeczy. Znikają ludzie, budynki, panika narasta. Na dodatek w mieście grasuje morderca. Chodzą słuchy, że zabójca ma zdeformowaną twarz, co jeszcze bardziej budzi w mieszkańcach strach. Ten potwór... robi meble z ludzkich skór. Czy traktuje je jak swoje trofeum? A może jest w tym coś więcej? On zawsze więził swoje swoje ofiary, przetrzymywał je. Nigdy, pod żadnym pozorem nie zabijał z marszu... do czasu. Kim jest tak okrutny człowiek?  Czy w ogóle jest człowiekiem...? A może diabłem wcielonym terroryzującym mieszkańców miasteczka? A co jeśli jest wynikiem nieudanego eksperymentu...? Co jeśli nadchodzi koniec świata?

Czytając książkę Marcina Gryglika cały czas miałam wrażenie, że gdzieś już to czytałam... Ludzie uwięzieni w miasteczku, bez żadnej szansy na ucieczkę i zło, które się tam czai. I owszem. Książka powielała schematy innej z tego gatunku. 

"Chwile ostateczne" promowane są jako powieść grozy. Niestety, klimatu grozy nieco zabrakło. Jednak wzbogacenie o elementy fantastyki i wątki kryminalne stworzyły bardzo dobrą całość. Książka ciekawa, bez niepotrzebnego przeciągania wątków, interesujący opis mordercy. Autor nie boi się opisów mocniejszych scen - jest ich mało, ale jak już są to porządne. Żałuję, że autor bardziej nie skupił się na emocjach, uczuciach bohaterów. A może to ja nie potrafiłam wczuć się w ich trudną sytuację?

Podsumowując, książkę "Chwile ostateczne" polecam osobom zaczynającym przygodę z horrorami. Gdy jest się miłośnikiem tego gatunku i ma za sobą setki filmów i powieści grozy przyjemność z czytania może nie być tak wielka. Książka oparta na schematach przewijających się już dobry kawał czasu. Muszę jednak przyznać, że ta opowieść to szansa na zmierzenie się z największym strachem i budzi niepokój...


Za możliwość lektury dziękuję
 

3 komentarze:

  1. to chyba książka dla mnie, bo jak na razie czytam jeden horror na pół roku, to może być ciekawa lektura :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie połączenie "Pod kopułą" i "Milczenia owiec", raczej nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że zabrakło tej grozy... Ja ostatnio miałam sen, że nie mogłam uciec z dwóch ośrodków w takim właśnie podobnym miejscu, brr.

    OdpowiedzUsuń